Zdjęcia z wyborów prezydenckich w USA AFP Fotograf George Frey

Nie, serwery Dominion Voting w Niemczech nie zostały przejęte przez amerykańską armię

Tysiące udostępnień mają publikacje, według których amerykańska armia miała przejąć znajdujące się w Niemczech serwery do liczenia głosów w wyborach prezydenckich w USA. Atak na strzeżone przez CIA urządzenia we Frankfurcie nad Menem mieli przeprowadzić zwolennicy prezydenta Trumpa, by zdobyć dowody na rzekome fałszerstwa wyborcze. W starciach miało zginąć kilku żołnierzy. To nieprawda - zarówno niemieckie władze, firma informatyczna, jak i armia amerykańska zaprzeczyły doniesieniom o takiej operacji.

„Amerykańska armia przejęła serwery CIA z Niemiec” - czytamy w poście z 1 grudnia. Link odsyła nas do artykułu na stronie ZmianynaZiemi.pl, z którego dowiadujemy się, że na serwerach firmy „Dominion” znajdują się dowody oszustw wyborczych popełnionych przez zwolenników Demokratów w czasie tegorocznych wyborów prezydenckich.

Image
Zrzut ekranu z Facebooka z 3 grudnia 2020 r.

Do innej publikacji na Facebooku dołączono zdjęcia niemieckiej policji antyterrorystycznej na tle serwerów.

Siłowego przejęcia serwerów miał dokonać batalion o nazwie „Kraken”.  W informacji czytamy: „Siły specjalne wierne prezydentowi Trumpowi wystartowały z baz w USA i przeprowadziły szturm na serwerownię mieszczącą się w konsulacie USA we Frankfurcie nad Menem (Niemcy)”. I dalej: „to w tej serwerowni stały serwery, na które w dniu wyborów z USA przesłano elektroniczne głosy do liczenia. Cały kompleks jest pod nadzorem wrogiej Trumpowi służby wywiadu czyli CIA. (...) Doszło do boju tej jednostki z siłami specjalnymi Trumpa. Zginęło pięciu żołnierzy i jeden agent CIA. Serwery udało się przejąć i są obecnie w posiadaniu Trumpa”. Link odsyła nas do artykułu na stronie Prison Planet.pl związanej z amerykańskim prawicowym dziennikarzem, zwolennikiem spiskowych teorii dziejów Alexem Jonesem. (Jego strony usunięto z platform internetowych YouTube'a , Spotify a w maju z Facebooka).

Image
Zrzut ekranu z Facebooka z 3 grudnia 2020 r.

Do innych postów dołączony jest dwuminutowy, czarno biały film, na którym widać strzelaninę na drodze między nieokreślonymi siłami. Według opisu ma przedstawiać „wymianę ognia pomiędzy Armią amerykańską i agenturą CIA we Frankfurcie”. 

Image
Zrzut ekranu z Facebooka z 3 grudnia 2020 r.

„Zobacz żeby uwierzyć - wymiana ognia pomiędzy Armią amerykańską i i agenturą CIA we Frankfurcie w celu przejęcia serwerów Dominion. Jeśli Trump zwycięży wówczas dojdzie do ataku amerykańskiej armii na bazę CIA w Newadzie """ area 51""" by przejąć pozaziemską technologię obcych” - czytamy w poście. 

Podobne treści ukazały się też wśród francusko i anglojęzycznych użytkowników  (1234) (1 i 2). Na świecie miały tysiące udostępnień, w Polsce w ciągu czterech dni zyskały ich ponad 2 tys. Mowa jest w nich o hiszpańskiej firmie Scytl, której miał użyć dostawca oprogramowań wyborczych Dominion Voting System. Firma Scytl miałaby mieć powiązania z liberalnym miliarderem Georgem Sorosem i Partią Demokratów.
„Położyli ręce na serwerach (władze USA) będą teraz miały namacalny dowód, kiedy nakazano im wstrzymać liczenie głosów” - czytamy we wpisach po francusku.

Tweet Trumpa

Głośno o Scytl i Dominion zrobiło się kilka dni po tym, jak Donald Trump stwierdził na Twitterze, że Dominion „skasowało” 2,7 mln głosów oddanych na niego. Twitter oznaczył jego wpis jako mogący wprowadzać w błąd.

Donald Trump i jego obóz twierdzą, że w wyborach prezydenckich w USA 3 listopada doszło do fałszerstw, które uniemożliwiły mu reelekcję. Jego rywal, kandydat Demokratów Joe Biden zapewnił sobie w nich zwycięstwo zdobywając 306 głosów elektorskich. Trump zdobył ich 232. Departament Sprawiedliwości USA nie znalazł jak do tej pory dowodów na szeroko zakrojone oszustwa. Trump ich też nie przedstawił.

Związana ze sztabem Trumpa prawniczka Sidney Powell również wspomniała o przejęciu serwera Dominion podczas konferencji prasowej 19 grudnia  (01:12:55). Jednak od jej słów odciął się główny prawnik Trumpa Rudy Giuliani.

Źródłem doniesień był wywiad republikańskiego kongresmena z Teksasu Louie Gohmerta dla prawicowej telewizji Newsmax Gohmert.  
Gohmert stwierdził, że wszystkie dane wyborcze z USA spływały do serwerów firmy Scytl. „Służby wywiadowcze namierzyły je w Niemczech. (...) Konieczne było zwrócenie się do rządu niemieckiego o pomoc, aby doprowadzić do zajęcia serwerów” - powiedział. Wyjaśnił też, że swoją wiedzę czerpie z informacji zawartych w tweetach napisanych w języku niemieckim (12), według których amerykańskie wojsko przejęło serwery w biurach firmy Scytl.

Image
Zrzuty ekranu z Twittera z 20 listopada 2020 r.

Republikanin powtórzył swe doniesienia podczas konferencji transmitowanej na Facebooku, a następnie na Twitterze 13 listopada.

AFP poprosiło kongresmena o więcej szczegółów jednak Gohmert nie udzielił naszej agencji żadnej informacji. 

Twierdzenia zawarte w publikacjach są nieprawdziwe. Doniesienia zdementowały też inne czołowe media amerykańskie (Reuters, PolitiFact, Associated Press, New York Times, USA Today).

Scytl dementuje

Firma Scytl w komunikacie prasowym z 13 listopada opublikowanym na swojej stronie internetowej stwierdziła, że żaden z jej serwerów nie został przejęty, ani w Barcelonie - gdzie znajduje się jej siedziba, ani we Frankfurcie nad Menem, w Niemczech - gdzie w ogóle nie ma 
„żadnych serwerów ani biur”, ani też w innych miejscach na świecie.

W komunikacie firma stwierdziła, że „nie jest dostawcą żadnych systemów do głosowania ani technologii wyborczych, nie udostępniła też żadnych komputerów. Nie prowadziła też tabulacji danych, (czyli przedstawienia danych w formie tabeli)”.

Scytl dostarczył jedynie cztery narzędzia na potrzeby wyborów w USA (wymienione poniżej), ale żadne z nich nie było użyte do głosowania przez wyborców, ani też przez komisje wyborcze do liczenia głosów. Poniżej dokument.

Image
Zrzut ekranu ze strony Scytl z 19 listopada 2020 r.

W tym samym komunikacie firma stwierdza też, że nie ma żadnych powiązań z kanadyjską firmą Dominion, która dostarcza technologię wyborczą do USA, ani z George'em Sorosem.

Scytl potwierdziło natomiast informacje pojawiające się w niektórych publikacjach, że Vulcan Capital posiada w niej udziały finansowe. Vulcan Capital, to firma założona przez nieżyjącego amerykańskiego miliardera i mecenasa sztuki Paula Allena, współzałożyciela firmy Microsoft. Informacja ta jest ogólnie dostępna, o czym można przeczytać w opublikowanym na stronie internetowej Scytl'a artykule o inwestycji w 2014 roku.

Natomiast nie są prawdziwe informacje zawarte w niektórych publikacjach, że Bill Gates posiada udziały w firmie Scytl. Zaprzeczył temu w rozmowie na łamach New York Times Jonathan Brill, prezes amerykańskiego oddziału Scytl'a.

Lista inwestorów spółki jest ogólnodostępna i można ją sprawdzić na stronie internetowej.

Dementi amerykańskich sił zbrojnych

Poproszony przez francuska agencje parsową AFP o komentarz, Pentagon odmówił go. Amerykańska agencja Associated Press miała więcej szczęścia. Jeden z rzeczników amerykańskiej armii określił „te zarzuty jako fałszywe”. 

Dementi niemieckiej policji i ministra sprawiedliwości

Rzecznik prasowy policji kraju związkowego Hesja w Niemczech, gdzie położony jest Frankfurt nad Menem, zapytany przez AFP stwierdził, że nie posiada wiedzy na temat operacji na terenie Hesji.

„Biuro Śledcze Stanu Hesja nie prowadziło ani nie wspierało działań policyjnych opisanych w tym artykule”, powiedział rzecznik prasowy biura, Sebastian Wolf: 
„Nie posiadamy też żadnych informacji na temat takich działań”.

Zaprzeczył również rzecznik prasowy niemieckiego Ministerstwa Sprawiedliwości, Maximilian Kall. Powiedział on AFP, że „nieprawdziwe jest twierdzenie, iż serwery zostały przejęte w związku z (amerykańskimi) wyborami”. 

„Stany Zjednoczone nie złożyły też żadnego wniosku o udzielenie wzajemnej pomocy prawnej w związku z wyborami 3 listopada 2020 r.” - dodał. 

Podsumowując: żadnego ataku na serwerownie w Niemczech w celu przejęcia rzekomych dowodów na fałszerstwana wyborcze w USA nie było.  

Zastanawiasz się czy informacja jest prawdziwa? Napisz do nas. Sprawdzimy

Skontaktuj się z nami