Nie, ta kobieta nie straciła pracy w firmie telekomunikacyjnej za strzelanie do zwierząt

Copyright © AFP 2017-2020. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Ponad 500 udostępnień miało zdjęcie myśliwej, która rzekomo miała ustrzelić jelenia. Według treści zawartej w materiale miała z tego powodu stracić pracę w firmie Orange. To nieprawda. Zarówno kobieta, jak i firma potwierdzają, że pracownica nie została zwolniona z powodu opublikowanego w mediach społecznościowych zdjęcia.

Post pojawił się 20 września na popularnym fanpage’u Ludzie Przeciw Myśliwym - Ujawniamy Przestępstwa Myśliwych (LPM) i ponownie 24 września.

„Mamy potwierdzoną informację, że nasza myśliwska gwiazda już przestała pracować w firmie Orange. Mamy też zapewnienie, że nie dostanie w tej firmie więcej pracy” - czytamy w poście LPM. 

Autor posta pisze też, że „presja ma sens”, przypisując sobie zasługę doprowadzenia do zwolnienia kobiety z pracy.

Do posta dołączony jest zrzut ekranu z profila użytkowniczki Facebooka wraz ze zdjęciem opatrzonym krótkim komentarzem „Ranek panek”.  

Na zdjęciu widać kobietę myśliwą na tle doliny. Ma na ramieniu strzelbę. U jej stóp leży martwy jeleń. Na nim gałązka. Wygląda tak, jakby dopiero co upolowała cielaka.

Zrzut ekranu z Facebooka z 28 września 2020 r.

Post w ciągu czterech dni zyskał 534 udostępnienia, 1,8 tys. komentarzy i wywołał 2,3 tys. reakcji. Opublikował go inny fanpage Rzeczy, które myśliwy pomylił z dzikiem oraz wielu indywidualnych użytkowników. W komentarzach dominowały głosy potępienia dla kobiety myśliwej oraz pochwały dla firmy telekomunikacyjnej, która miała ją zwolnić. Wielu uwierzyło, że właśnie za to zdjęcie została zwolniona z pracy.

„Brawo. Może znajdzie sobie inne hobby i pracę?”-  napisał ktoś w dyskusji. „Brawo Orange”, chwalił firmę internauta. Niektórzy internauci stanęli po stronie kobiety i wyrażali oburzenie, że 
„została zwolniona bezprawnie, gdyż pracodawca nie ma prawa ukarać pracownika za jego sposób spędzania wolnego czasu” - pisali.

„Orange powinnien natychmiast przeprosić i przywrócić ją na stanowisko. Nie łamie prawa, więc nie wiem jakim prawem została zwolniona” - czytamy też.

Co nie jest prawdą?

Z pytaniem zwróciliśmy się do firmy Orange. - Osoba na zdjęciu była przez kilka miesięcy w 2019 roku zatrudniona przez naszego podwykonawcę. Od niemal roku nie ma żadnego związku z Orange. Uważamy, że doszło do nieporozumienia. To nie jest prawdą, że została zwolniona - przekazał AFP Wojciech Jabczyński, rzecznik Orange.

Zdjęcie upozorowane

Skontaktowalismy się z Kingą Dianą Sporek. - To jedna wielka nieprawda - powiedziała AFP 28 września. - Owszem, przez kilka miesięcy - może cztery, od wiosny do lata 2019 r. pracowałam na rzecz Orange jako pracownik administracyjny dla klienta biznesowego. Nie na umowę o pracę, jak większość pracowników w Orange, ale na umowę zlecenie. Jednak moje rozstanie z firmą nie miało żadnego związku z moją pasją łowiecką. Po prostu odeszłam do lepszej pracy.  Zresztą w tamtym czasie jeszcze nie polowałam - dodała. 
Dwudziestoczteroletnia mieszkanka Żywiecczyzny jest początkującą kobietą myśliwym. Pierwsze strzały oddała na przełomie lata i jesieni 2019 r. Pierwszego bażanta pozyskała podczas polowania wigiljnego w 2019 r. Zdjęcie z tego polowania zamieściła w sieci. Opublikowała je też Fundacja LPM. I jak mówi nam, „nigdy jeszcze nie ustrzeliła, żadnego jelenia, ani łani”. 

Kto upolował? 

Dowiedzieliśmy się, że ten młody jeleń nie został upolowany przez kobietę, ale przez znajomego myśliwego z zaprzyjaźnionego koła myśliwskiego z Żywiecczyzny.

- Po strzale pomogłam mu ściągnąć zwierzynę na drogę. Był piękny poranek, piekny widok o wschodzie słońca, więc poprosiłam go o zdjęcie. Ustawiliśmy pastorał (stojak do strzału), zarzuciłam na ramię sztucer. Poźniej, po tym jak wywołało ono burzę w sieci, bardzo tego zdjęcia pożałowałam - tłumaczy nam.

Tego samego dnia, 19 września wieczorem - datę i godzinę zaznaczyliśmy czerwonym kółeczkiem na poniższym zrzucie z ekranu, wrzuciła na grupę prywatną na Facebooku Brać Myśliwska (Grupa dla myśliwych i sympatyków) liczącą 34,4 tys. członków. Z niej zostało pobrane i opublikowame w poście przez LPM następnego dnia.

Zrzut ekranu z grupy Brać Myśliwska na Facebooku z 28 września 2020 r.

W rozmowie telefonicznej z myśliwym, który de facto ustrzelił jelenia (nazwiska, ani nazwy koła łowieckiego nie podajemy na prośbę zainteresowanego), mężczyzna potwierdził nam, że „to on upolował zwierzynę w sobotę 19 września rano w okolicy Żywca”. Kinga Diana Sporek była na tym polowaniu jako gość. Nie strzelała. Sam myśliwy dysponował legalnym prawem do odstrzału i zgodnie z zasadami łowieckimi ustrzelił jelenia. 

Trzecia nieprawda

Nie jest prawdą, że fundacja LPM doprowadziła do zwolnienia i otrzymała zapewnienie, że nigdy więcej kobieta ze zdjęcia nie zostanie zatrudniona w naszej firmie, powiedział też AFP Wojciech Jabczyński, rzecznik Orange.

Fundacja

W poście pojawia się zachęta do wpłat na działalność na rzecz fundacji. Staraliśmy się dowiedzieć na co dokładnie przeznacza pieniądze, jednak nie udało nam się dodzwonić do jej założyciela Rafała Gawła.

Fundacja zajmuje się według opisu na Facebooku  ujawnianiem przestępstw myśliwych. Na jej stronie znajdujemy wiele zdjęć z polowań. Niektóre są drastyczne. Wyszukaliśmy w Google'u informacje na jej temat. W jednym z artykułow czytamy, że wiele organizacji antyłowieckich m.in. Warszawiacy Przeciw Myśliwym odcięło się od LPM. W ich poście ze stycznia 2019 r. czytamy:

„W związku z coraz częstszym utożsamianiem nas oraz całego środowiska antyłowieckiego z Fundacją LPM - Ludzie Przeciw Myśliwym, z którą nie mamy i nigdy nie mieliśmy nic wspólnego, solidarnie z resztą grup antymyśliwskich, wkrótce zmienimy nazwę naszego fanpejdżu na Warszawski Ruch Antyłowiecki” - czytamy w poście.

„Nieuczciwość organizacji LPM szkodzi wizerunkowi całego ruchu.
Nie ma żadnych dowodów na prowadzenie statutowej działalności przez LPM. Zdjęcia do postów publikowane na stronach Fundacji - Ludzie Przeciw Myśliwym, Leśny Patrol LPM, nie są ich autorstwa. Fundacja wykorzystuje cudze materiały, kadrując filmy z zagranicznych stron i umieszcza je jako własne. (...) Nie wiadomo również, gdzie trafiają darowizny na rzecz Fundacji, która nie przedstawia sprawozdań finansowych oraz ma na koncie wiele spraw toczonych przeciwko jej prezesowi o charakterze finansowym, związanym z działalnością LPM.  (...) W związku z powyższym, oficjalnie odcinamy się od Fundacji LPM. Zalecamy ostrożność w kontakcie z nią oraz przemyślane wpłacanie datków niezweryfikowanym organizacjom” - czytamy na zakończenie.

Rafał Gaweł poprosił o azyl w Norwegii, jak sam napisał na swoim profilu na Facebooku, ze względu na to, że był prześladowany przez polski rząd. Więcej można o tym przeczytać w różnych artykułach prasowych m.in. na stronie Wirtulanej Polski.

Reasumując. W poście ze zdjęciem zawartych jest kilka nieprawdziwych informacji. Nie jest prawdą, że Kinga Diana Sporek została zwolniona z pracy za swoją pasję łowiecką. Nie jest prawdą, że do zwolnienia doszło na skutek działalności fundacji LPM. Nie jest prawdą, że fundacja otrzymała zapewnienie od firmy Orange, że Kinga Diana Sporek nie dostanie w tej firmie więcej pracy.  

 
Maja Czarnecka