Zrzut ekranu z Facebooka z 5 czerwca 2020 r.

Nie, to zdjęcie nie przedstawia szczątków Polaków zamordowanych przez nacjonalistów ukraińskich

Copyright © AFP 2017-2020. Wszystkie prawa zastrzeżone.

W sieci krąży zdjęcie zbiorowego grobu mające przedstawiać szczątki polskich dzieci. Miały zginąć z rąk nacjonalistów ukraińskich. W rzeczywistości zdjęcie nie ma nic wspólnego z tzw. rzezią wołyńską, masowymi zbrodniami na Polakach popełnionymi przez Ukraińską Armię Powstańczą w 1943 r. Według polskich historyków, zdjęcie przedstawia ofiary niemieckiego totalitaryzmu we Włodzimierzu Wołyńskim.

- A co mam powiedzieć? W kilku metrach wydobyliśmy ponad 10 000 czaszek małych dzieci. To jedna ze zbiorowych mogił jaką Ukraińcy zrobili by ukryć swoje zbrodnie. Polskie wsie były liczne w dzieci, niektóre rodziny miały po dziesięcioro dzieci -  czytamy w poście zamieszczonym  30 maja przez użytkownika Facebooka. 
Autor dołączył zdjęcie na którym widać kilkadziesiąt szkieletów ludzkich, słupki i czyjeś nogi.

Zrzut ekranu z Facebooka z 5 czerwca 2020 r.

- Mi odbiera głos gdy mówię, a co dopiero gdy widziałem czym były zabijane. Młotkami w głowę, odcinano, skalpowano, kości były miażdżone. Człowiek takiego czegoś nie robi, ba nawet zwierzę, to robili sadystyczni wykonawcy - pisze też. Tekst nad zdjęciem zamieszczono w cytacie, ale nie wiadomo kto jest autorem słów.

Post ze zdjęciem zyskał ponad trzysta reakcji i ponad tysiąc udostępnień. Był szeroko komentowany, w dyskusji dominowały głosy potępiające zbrodnie nacjonalistów ukraińskich i sprzeciw przeciwko zatrudnianiu w Polsce ukraińskich pracowników. 

Zrzut ekranu z Facebooka z 5 czerwca 2020 r.

„Barbarzyńcy, sadyści!!!”,  „Bestialstwo” lub „A jeszcze nazywają się europejczykami!!!!! A jeszcze zachcieli do Europy!!!!! Khazerija!!!!!”, pisali komentujący.
Jeden z użytkowników pytał: „skąd wiadomo, że to Ukraińcy? A może to Niemcy zabili?”
Post sprowokował też do dyskusji. Według niektórych internautów „Niemcy zabijali z broni palnej a Ukraińcy młotkami, siekierami i piłami”.

Wielu użytkowników wyrażało przy okazji antyukraińskie opinie, oburzali się, że po takiej historii, w Polsce w ogóle pracują Ukraińcy:  „Dzisiaj miliony im pchamy w gardła. Gloryfikujemy”, napisał oburzony internauta. Inny dodał: „A jeszcze do roboty przyjeżdżają do Polski, a tyle ludzi wymordowali, Polaków dzieci, kobiety. (...) powinni mieć zakaz wjazdu do Polski”.

Niektórzy wyrażali też zastrzeżenia co do źródła zdjęcia:   
„Ukraińcy byli podłymi mordercami ale to info nie podaje żadnych konkretów co do miejsca i daty znaleziska, jak dla mnie bezwartosciowa informacja”, napisał ktoś.

W innych postach o podobnej treści pojawiają się niejednokrotnie dwa zdjęcia jak tu. Oprócz zdjęcia ze szczątkami ludzkimi, niektórzy użytkownicy zamieszczają fotografię pustego grobu z napisem: Trupie Pole - Grób - Fotografia nr. 4.

Zrzut ekranu z Facebooka z 8 czerwca 2020 r.

Zdjęcie powyżej odnosi się do miejsca w którym rzeczywiście doszło do rzezi wołyńskiej. 30 sierpnia 1943 r. na tzw. Trupim Polu, w pobliżu Ostrówek, oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) dokonały mordu na ok. 300 Polakach, głównie dzieciach. Jednak nieprawdą jest fakt, iż z rąk ukraińskich, jak pisze autor posta, zginęło wówczas 10.000 polskich dzieci.

To nie dzieci 

To że nie są to szczątki dzieci widać gołym okiem. Rozmiar czaszek, piszczeli i kości udowych świadczy nawet dla laika, że mamy do czynienia z osobami dorosłymi. Postanowiliśmy dowiedzieć się czegoś więcej o zdjęciu. Odwrotne wyszukiwanie fotografii przy pomocy rosyjskiej wyszukiwarki Yandex i popularnej wyszukiwarki Google image search szybko wykazało, że zdjęcie ma wiele publikacji i również wiele różniących się od siebie opisów. Najstarszy artykuł  z tym zdjęciem znaleźliśmy w publikacji z października 2011 r. na rosyjskojęzycznej stronie informacyjnej MigNews.com.

Zrzut ekranu z 5 czerwca 2020 r z artykułem z rosyjskojęzycznej strony informacyjnej MigNews.com

Z artykułu dowiedzieliśmy się, że zdjęcie zrobiono w czasie prac ekshumacyjnych w 2011 r. we  Włodzimierzu Wołyńskim na Ukrainie z udziałem archeologów z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Skontaktowaliśmy się z osobami będącymi wówczas na miejscu.  

- Fotografia została wykonana w dniu 10 września 2011 r. w trakcie ekshumacji prowadzonych we Włodzimierzu Wołyńskim przez polsko-ukraińską ekspedycję na zlecenie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, potwierdziła nam dr Dominika Siemińska, dziś p.o. naczelnika Wydziału Kresowego w Instytucie Pamięci Narodowej IPN. 
- W górnym rogu, po lewej, widać na zdjęciu moje nogi -  dodała. Dzięki jej uprzejmości uzyskaliśmy dostęp do innych zdjęć zrobionych tego samego dnia w tym samym miejscu. Jedno z nich z tabliczką grobu publikujemy poniżej.

Włodzimierz Wołyński (Ukraina): Grób nr 1 - ekshumacja szczątków ofiar zbrodni niemieckich II w.św. ( Fot. Michał Siemiński 10.09.2011 r.)

- To grób oznaczony nr 1, odkryliśmy w nim szczątki 514 osób - kobiet, mężczyzn i dzieci. O rozmiarach ok. 21 na 3 metrów. Z całą pewnością nie są to ofiary rzezi wołyńskiej, mówi nam. Na 99% (bo w historii nigdy nie ma pewności stuprocentowej), to ofiary zbrodni niemieckich. W przeciwieństwie do nas, badacze ukraińscy nie wykluczają, że mogą tam też być ofiary zbrodni sowieckich. Czyli można mówić o ofiarach dwóch totalitaryzmów: niemieckiego i sowieckiego, a z pewnością nie nacjonalistycznej armii UPA która stała za rzezią wołyńską.

Ofiary zabite na leżąco. Nago

- Niewiele wiadomo kim są ofiary we Włodzimierzu Wołyńskim. Na terenie średniowiecznego grodziska w tym mieście, w XIX wieku, zostało wybudowane więzienie, które funkcjonowało do 1945 roku. Od września 1939 r. do czerwca 1940, miasto okupowały władze sowieckie. Pod zamkiem chowane były  ofiary zbrodni popełnionych przez NKWD. Po ataku Niemiec na Związek Radziecki, Niemcy przejęli więzienie które okupowali do 1944 r. I to z tego okresu datujemy ten grób, mówi dr Siemińska.
- Wiemy to po równomiernym ułożeniu szczątek. Osoby te wchodziły do wykopanego grobu, kazano im się kłaść i zabijano je na leżąco, z broni do której używano niemieckiej amunicji.

- To że zginęły na miejscu w grobie wiemy też po liczbie znalezionych łusek po nabojach, niemalże równej liczbie ofiar. To dowód na to, że osoby zabijano już w samym dole, łuski bowiem po strzale spadały do środka. Po czym do dołu oprawcy wprowadzali kolejne osoby, do kolejnej egzekucji na leżąco. Sowieci zabijali inaczej, często w innym miejscu, a ofiary przewożono i chaotycznie wrzucano do dołów. Zabijano też najczęściej strzałem w potylicę - tłumaczy nam dr Siemińska. 
- Nie znaleźliśmy też  żadnych dokumentów. W kilku przypadkach, przy szkieletach, znaleziono niewielkie pozostałości ubrań w postaci fragmentów zbutwiałych tkanin, przy kilku szkieletach zaś po kilka guzików od odzieży,4 fragmenty okularów, grzebienie plastikowe i 2 szczotki do zębów, 2 metalowe klamry do pasków, 8 monet polskich i 22 monety kopiejkowe z okresu międzywojennego. Przy szkielecie kobiety oznaczonym nr 105 znaleziono 12 złotych monet (6 monet 10- i 6 monet 5-rublowych z lat 1897-1902). Być może zostały one zaszyte w ubraniu lub ukryte we włosach. Znaleziono tylko jedną złotą obrączkę. Przy szkielecie nr 414 znaleziono polskie guziki marynarskie według wzoru z 1920 roku oraz fragment skórzanej odzieży. To świadczy o tym, że ofiary najpierw rozbierano. Było to też charakterystyczne dla mordów popełnianych przez Niemców na ludności cywilnej w tym regionie.  

Historia innej zmanipulowanej fotografii

W artykułach o rzezi wołyńskiej od lat pojawia się inne zdjęcie również nie mające niczego wspólnego z ofiarami zbrodni popełnionych przez UPA na Polakach w 1943 r. na Ukrainie. Pojawiło sie ono nawet na okładce książki „Ludobójstwo UPA na ludności polskiej”. Książka z wyrwanym z kontekstu zdjęciem do dziś jest w  sprzedaży.

Zrzut ekranu ze strony Empik.com z 5 czerwca 2020 r.

Zdjęcie ma przedstawiać zamordowane dzieci na Wołyniu gdzie doszło do masowych zbrodni na Polakach. W rzeczywistości zrobiono je dwadzieścia lat wcześniej we wsi pod Radomiem. Zrobił je 12 września 1923 roku, w lesie w Antonówce, policyjny fotograf jako materiał do śledztwa. Przedstawia czwórkę dzieci zamordowanych przez swoją matkę Mariannę Dolińska. Ta niespełna rozumu kobieta dokonała mordu w obawie grożącej śmierci głodowej, jak zeznała w śledztwie.

W 2007 r. na podstawie tego zdjęcia miał też powstać pomnik ofiar UPA. Projekt autorstwa znanego rzeźbiarza Mariana Koniecznego nawiązywał do czwórki dzieci przymocowanych do drzewa. Dziennik Rzeczpospolita opisał wówczas prawdziwą historię zdjęcia, które stało się w latach 90 dyżurnym symbolem ludobójstwa. 

- Fałszywy opis, prawdziwe zbrodnie. Nie wiadomo, kto i kiedy zaczął przedstawiać fałszywie opisane zdjęcie jako dowód zbrodni na Polakach z 1943 r. Następne osoby w łańcuchu, które je upowszechniały, działały nieświadome tego, w dobrej wierze - czytamy.

Dziennik opublikował jeszcze inne zdjęcia z miejsca zbrodni, które można zobaczyć pod tym linkiem. 

W czasach komunistycznych temat rzezi wołyńskiej  był jednym z tematów tabu. Późne odkłamywanie bolesnej historii stało się przedmiotem wielu przekłamań.  W mocnych barwach historię przedstawia reżyser Wojciech Smarzowski  w filmie pt. „Wołyń”.

 
Maja Czarnecka