Nie, użyty w filmie test antygenowy niczego takiego nie wykazuje

Copyright © AFP 2017-2020. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Film z testami na COVID-19 i sokiem jabłkowym bije rekordy popularności. Na Facebooku w ciągu dwóch dni obejrzało go ponad dziesięć milionów osób w Polsce i w Niemczech. Ratownik medyczny twierdzi, że po wkropleniu soku jabłkowego na kasetkę testu antygenowego wykazuje on wynik dodatni. To żaden dowód. To dezinformacja, która ma zdyskredytować testy.

„Test kasetkowy na antygen COVID-19”-  mówi w filmie mężczyzna ubrany w strój ratownika medycznego. Dalej widzimy jak otwiera fabrycznie zamknięte opakowanie testu i kładzie go na blacie obok innych identycznych testów kasetkowych. Po czym po kolei tłumaczy, że pobiera materiał do badań, a przy tym na naszych oczach popija prosto z butelki sok owocowy. Następnie strzykawką pobiera płyn i zakrapla nim dwa testy. Po chwili oczekiwania kasetki zmieniają kolor. Na tej po lewej pojawiają się dwie kreski. Na drugiej, po prawej, zabarwia się ona na czerwono, ale kresek nie widać. Na koniec mężczyzna stwierdza: „jak widać na załączonym obrazku wychodzi na to, że sok ma COVID’a”.

Zrzut ekranu z Facebooka z 6 listopada 2020 r.

Film pojawił się na Facebooku w środę 4 listopada ( tu i tu). Wcześniej był publikowany na YouTubie. Był też popularny w innych mediach społecznościowych na Twitterze i Wykopie. W ciagu dwóch dni obejrzało go ponad dziesięć milionów osób w Polsce i w Niemczech. 

Wśród komentarzy pojawiły się zarówno głosy żartobliwe, jak i wyrażające niedowierzanie. Wielu użytkowników apelowało wręcz, by rozpowszechniać film, który ma być w ich opinii dowodem na to, że władza fałszuje wyniki testów na koronawirusa. 

„To wasze fałszywe testy” - napisał internauta. 

„Jak władza wyrolowała społeczeństwo, aby przejąć wszystkie biznesy. Doprowadzić do bankructwa” - dodał inny. 

„No patrzcie tu jest jawne oszustwo. Dwóch ratowników zrobiło test na koronawirusa napojowi Tymbark” - skomentował ktoś.

Niektórzy internauci wyrażali wiele wątpliwości co do testów. „Testy nie przez cały czas znajdowały się w kadrze filmu”, pisali. Rzeczywiście w pewnym momencie filmu ich przez kilka sekund nie widać. „Mogły zostać podmienione”, pisali niektórzy. Po drugie, nie wiadomo co dokładnie jest w butelce, gdyż nie została ona otwarta podczas kręcenia filmu. Na stoliku leży też kilka innych otwartych testów. Po trzecie, „sok mógł być zanieczyszczony śliną ratownika i zawierać jego materiał biologiczny”, a sam ratownik mógł być „zakażony” - pisali internauci.      

Sprawdziliśmy co to jest za test

Odczytaliśmy nazwę firmy z opakowania. To amerykańska firma Healgen z Teksasu. Jej testy antygenowe dystrybuuje w Europie m.in. grupa Menarini Silicon Biosystem, czytamy w artykule z 10 czerwca 2020 r. na amerykańskiej stronie informacyjnej z wiadomościami naukowymi 360DX.
Poniżej zrzuty ekranu pokazujące identyczne opakowania testów, po lewej z  filmu, po prawej ze strony producenta.

Zrzuty ekranu z 6 listopada 2020 r. Po lewej, z filmu na Facebooku. Po prawej, ze strony producenta testów Healgen.

Co oznacza wynik?

Przypomnijmy, że w filmie widać dwa testy kasetkowe. Na teście po lewej pojawiają się dwie kreski. Na drugim, po prawej, zabarwia się on na czerwono, ale kresek nie widać. 

Zrzut ekranu z Facebooka z 6 listopada 2020 r.

Jak poprawnie czytać wyniki testu zapytaliśmy profesora medycyny Roberta Flisiaka, kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

- Na filmie pokazany jest test wykrywający antygen. Test na antygen ma oznaczenia C i T. Litera C jest od słowa Control line, T od słów test line. Jeżeli wynik będzie ujemny powinna się pojawić kreska tylko przy znaczku C. Natomiast gdy jest on dodatni, powinny być kreski zarówno przy C jak i przy T. Jeżeli nie pojawi się pasek C to znaczy, że albo coś jest nie tak z testem (przeterminowany), albo z próbką (nie jest materiałem biologicznym) - przekazał AFP profesor Flisiak. Poniżej publikujemy też instrukcję odczytu wyników testu dołączoną przez dystrybutora.

Zrzut ekranu ze strony dystrybutora testów Healgen z 6 listopada 2020 r.z instrukcją odczytu wyników testu.

Warto dodać, że materiałem używanym do tego testu jest wymaz z nosogardła, a czas oczekiwania na wynik to co najmniej 15 minut.

„Testy antygenowe wykrywają białka specyficzne dla wirusa, który pojawia się u zakażonych osób, co wskazuje na trwająca infekcję. Szybkie testy antygenowe są łatwe w użyciu i dają szybko wyniki” - czytamy w specyfikacji produktu na stronie firmy.
„Szybki test antygenowy COVID-19 jest przeznaczony do badania osób w ciągu pierwszych 10 dni od wystąpienia objawów” - czytamy też.

W przypadku testu wykonanego na filmie, czas na wynik to zaledwie kilkadziesiąt sekund. A cały film trwa nieco ponad dwie minuty.

Kim jest mężczyzna?

Dowiedzieliśmy się, że mężczyzna jest naprawdę warszawskim ratownikiem. Studiował na Wydziale nauk o zdrowiu na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Wśród ratowników ma dobrą opinie. Co nim powodowało? Nie wiadomo.  

Być może  film był w założeniu prześmiewczy, o czym świadczyć może to, że był publikowany na stronach satyrycznych m.in na Śmieszne Filmiki. Jednak szybko zaczął żyć innym życiem i podoba się wielu koronasceptykom. Również w Niemczech, gdzie bije rekordy popularności.    

Oszustwo

- Film jest oszustwem. Ratownik wyjął z opakowania tylko jeden test - ten, który potem nie pokazał żadnego paska -podkreśla profesor Flisiak.

W tym wypadku test zareagował prawidłowo, bo próbka nie była materiałem biologicznym - dodał.

W języku naukowym, materiał biologiczny to fragmenty ciała, wydzieliny itp. które stosuje się do badań diagnostycznych lub rozwojowych w medycynie (np. osocze, surowica, krew, mocz). 

- Prawdopodobnie test po lewej stronie - ten który pokazał oba paski został w jakiś sposób spreparowany. Na przykład uzyskano początkowo wynik dodatni, wysuszono go, a potem podczas nagrywania filmu namoczono, uwidaczniając wcześniej istniejące, ale ukryte paski - mówi. Warto zauważyć, że reagował on dużo szybciej niż test po prawej stronie.

Zrzuty ekranu z 6 listopada 2020 r. Po lewej z filmu z Facebooka. Po prawej ze strony producenta.

- Całość to oszustwo, chociaż oparte na prawdziwej tezie, że wśród oferowanych testów antygenowych są takie, których nie powinno się stosować. Mamy testy o fatalnej jakości. Są wśród nich takie, które mają tylko 11% czułości - mówi profesor Flisiak. 
- Ratownik z premedytacją zdyskredytował test, który tak naprawdę zachował się tak jak powinien - bo nie pokazał paska kontrolnego, co oznacza, że wynik nie powinien być w ogóle brany pod uwagę.

Złe testy

- Nieuczciwe firmy i dystrybutorzy usiłują wykorzystać sytuację pandemii i braku testów. Niestety psuje to opinię dobrym testom - tłumaczy nam profesor Flisiak. 

W swej pracy sprawdził dotychczas wiarygodność testów dwóch firm których nazw nie podajemy.

- Testy pierwszej z nich wykazują 80-100% czułości w zależności od momentu pobrania w trakcie choroby, przy czym 100% jest w przypadku próbek pobranych od osób w pierwszym  tygodniu choroby, a więc wtedy gdy najczęściej diagnozujemy chorego. Oznacza to, że zminimalizowane jest ryzyko nierozpoznania zakażenia. Poza tym test ten ma 100% swoistość, co oznacza że nie wykryje SARS-CoV-2 w Tymbarku”. Testy drugiej firmy charakteryzują się czułością na poziomie zaledwie 11 proc., co oznacza, że 9 na 10 zakażonych nie zostanie nim zdiagnozowanych i jeżeli test służy do segregacji chorych, to ci zakażeni pacjenci trafią na salę szpitalną z osobami nie zakażonymi z oczywistymi skutkami - przekazał nam.

- Wyniki testu antegenowego są dublowane badaniem genetycznym (PCR) - dodał.

Reasumując. Taki test jak na filmie nie może w ogóle podlegać sensownej ocenie chociażby z tej prostej przyczyny, że sok nie jest materiałem biologicznym. 

 

KORONAWIRUS