WHO nie przyznała, że Covid-19 jest niewiele groźniejszy od grypy

Copyright © AFP 2017-2020. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Kilkadziesiąt tysięcy udostępnień miała publikacja, która alarmowała, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) rzekomo potwierdziła, że wskaźnik śmiertelności Covid-19 jest mniejszy od grypy sezonowej. WHO miałaby w ten sposób potwierdzić, że koronawirus jest mniej niebezpieczny niż grypa. To nieprawda. Według ekspertów Covid-19 jest bardziej zaraźliwy jak i śmiertelny.  

WHO (nieświadomie) przyznało, że COVID jest niewiele groźniejszy od grypy” – czytamy w publikacji, którą udostępniali użytkownicy Facebooka. Materiał został już usunięty przez autora.

Zrzut ekranu z 16 października 2020 roku

W ostatnich miesiącach wiele osób negujących pandemię zaczęło porównywać koronawirusa do sezonowej grypy. Niektórzy wskazywali, że z powodu grypy, która niekiedy bywa i śmiertelna, nigdy nie wprowadzano nakazu noszenia maseczek.  W związku z tym wielu koronasceptyków protestuje przeciw obowiązkowi zakrywania twarzy, ignorując zasady bezpieczeństwa. Mimo to lekarze nawołują do noszenia maseczek, by przynajmniej okazać społeczną solidarność i ochronić osoby słabsze.

Materiał na temat rzekomej wypowiedzi WHO został opublikowany 12 października (1, 2, 3, 4) i był udostępniany ponad 36 tys. razy. Publikację udostępniła Doda, polska piosenkarka. Z kolei Jacek Wilk, były poseł Konfederacji, przytoczył fragment treści publikacji. Informacje pojawiły się również na Twitterze, a także na stronie parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Legionowie. Były też publikowane w języku niemieckim i francuskim

Słowa WHO

W poniedziałek 5 października rzeczywiście miała miejsce specjalna sesja 34-osobowego zarządu WHO poświęcona chorobie Covid-19. – Nasze aktualne szacunki wskazują, że około 10 proc. światowej populacji mogło być zakażonych koronawirusem – powiedział podczas spotkania dr Michael Ryan, dyrektor ds. nagłych wypadków WHO.

Do tej pory na całym świecie zanotowano ponad 35 mln przypadków koronawirusa. Szacuje się, że na świecie żyje ponad 7.8 mld ludzi. Zaprezentowane przez WHO szacunki oznaczają, że prawdziwa liczba infekcji może być nawet 20-krotnie wyższa od tej oficjalnej.

Jak czytamy w „Podstawach epidemiologii” Szkoły Zdrowia Publicznego Instytutu Medycyny Pracy im. Prof. J. Nofera, śmiertelność jest jedyną miarą ciężkości choroby i jest definiowana jako iloraz przypadków zgonów z powodu określonej choroby w stosunku do wszystkich zdiagnozowanych przypadków tej choroby w określonym czasie. Nie należy jej mylić z umieralnością, którą wyliczamy dzieląc liczbę zgonów z określonej przyczyny w określonej populacji w zdefiniowanym czasie przez liczebność tej populacji.

Do kodowania przyczyn zgonów stosuje się klasyfikację uzgodnioną na forum międzynarodowym i regularnie uaktualnianą, publikowaną jako Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych (WHO 1992). Dane przedstawiane są w postaci współczynników zgonów. Procedura kodowania przyczyn zgonów jest dość złożona i jeszcze nie we wszystkich krajach prowadzona jednakowo.

Siedziba WHO w Genewie fot. Fabrice Coffrini

Wróćmy do omawianej przez nas publikacji. Czytamy w niej, że: „światowa populacja liczy około 7,8 miliarda ludzi, zatem jeśli zakażonych zostało 10 proc. daje to liczbę 780 milionów przypadków” – i dalej: „Globalna liczba ofiar śmiertelnych obecnie przypisywanych infekcjom Sars-Cov-2 wynosi 1 061 539 (stan na 7 października przyp. red.). Oznacza to śmiertelność infekcji IFR na poziomie około 0,14 proc., co jest porównywalne z sezonową grypą oraz przewidywaniami wielu ekspertów z całego świata”.

Czy Covid-19 jest rzeczywiście mniej groźny niż grypa?

– Liczba przypadków śmiertelnych gwałtownie wzrasta wraz z wiekiem, ale w sumie wynosi ona około 0,6 proc. zakażonych – powiedziała Maria Van Kerkhove, szefowa zarządu Covid-19 w WHO podczas konferencji prasowej 12 października i dodała:  – To może nie wydawać się zbyt wiele, ale wskaźnik ten jest o wiele wyższy niż w przypadku grypy.

IFR a CFR

W świecie anglojęzycznym epidemiolodzy rozróżniają dwa wskaźniki. Pierwszy z nich to case fatality rate (CFR), a drugi to infection fatality rate (IFR). CFR oblicza się dzieląc liczbę zgonów spowodowanych chorobą w określonym czasie przez liczbę zdiagnozowanych chorych. Metodę tą stosuje Światowa Organizacja Zdrowia. Drugi sposób – IFR obliczamy, dzieląc liczbę zgonów z powodu Covid-19 przez liczbę wszystkich zakażonych, jednocześnie pamiętając, że trzeba oszacować ich rzeczywistą liczbę. Obecnie nie posiadamy wiarygodnych danych na temat częstości występowania zakażeń koronawirusem w całej populacji.

Jak mówi Sibylle Bernard-Stoecklin, epidemiolożka z Instytutu Zdrowia Publicznego we Francji, IFR to wskaźnik śmiertelności wśród wszystkich osób zakażonych, nie tylko tych zdiagnozowanych, ale też tych, u których choroba przeszła bezobjawowo, a osoby te nie zostały wykryte, ponieważ na przykład „nie poszły do lekarza lub nie miały zrobionego testu”.

Na pierwszy rzut oka, logiczne może się wydawać obliczenie IFR na podstawie liczby zgonów (około jednego miliona, stan na 16 października) i szacowanej liczby osób zakażonych (około 10 proc. światowej populacji). Jednak epidemiolodzy nie obliczają śmiertelności w ten sposób, ponieważ dane te są tymczasowe (pandemia nadal trwa), mało precyzyjne i różnią się w zależności od kraju i metod liczenia.

Mike Ryan wyjaśnił dodatkowo, że szacunek jest oparty na średnich wynikach szeroko zakrojonych badań seroprewalencji (szacunkowej liczbie osób, które wytworzyły przeciwciała na Sars-Vov-2) przeprowadzonych na całym świecie.

– Patrząc na niektóre badania, to wychodzi średnio 10 proc. lub mniej. Inne badania pokazują, że wskaźnik jest dużo mniejszy, a jeszcze inne, że większy – mówił przedstawiciel WHO 12 października i dodał, że wkrótce te dane będą bardziej szczegółowe.   

Baner namawiający ludzi do zakrywania twarzy fot. Wojciech Radwański

Sibylle Bernard-Stoecklin: – Wskaźnik IFR jest znacznie trudniejszy do oszacowania.

–  IFR nie jest właściwym sposobem na obliczanie śmiertelności – mówi Grégorie Rey, dyrektor centrum epidemiologii Inserm CepiDc, który specjalizuje się w statystykach dotyczących medycznych przyczyn zgonów.

Niepewne szacunki

Obecnie szacunki śmiertelności IFR z powodu Covid-19  wynoszą około 0,5-1 proc. WHO zaktualizowała te szacunki na konferencji 12 października i wyjaśniła, że wskaźnik IFR utrzymuje się na poziomie 0,6 proc. Dlatego teza w udostępnianej na Facebooku publikacji, według której śmiertelność jest na poziomie około 0,14 proc., jest nieprawdziwa.

Dominique Costagliolia, epidemiolożka z firmy Inserm, zwraca uwagę, że w obliczenia dotyczące rzekomego IFR na poziomie 0,14% proc. „nie są dobrze oszacowane” i zaznacza, że w wielu krajach np. w Stanach Zjednoczonych podawana liczba zgonów z powodu Covid-19 jest niepełna.

Pod koniec lipca oficjalna liczba zgonów w USA z powodu Covid-19 wynosiła około 150 tys. „Od tego czasu liczba ta wzrosła do ponad 170 tys. Ale służba zdrowia od dawna podkreśla, że niektóre zgony spowodowane koronawirusem, szczególnie na początku epidemii, były błędnie tłumaczone innymi przyczynami. Dodatkowo koronakryzys mógł pośrednio doprowadzić do śmierci wielu innych osób, ponieważ wprowadzone obostrzenia uniemożliwiały lub zniechęcały chorych z innymi poważnymi dolegliwościami do wizyty u lekarza” – pisała pod koniec sierpnia „Rzeczpospolita”.

Obecnie w USA zanotowano już 8,02 mln przypadków zakażenia koronawirusem. Z powodu Covid-19 zmarło tam 218 tys. osób.

Costagliolia: – Nie widzę sensu bazowania na nieprecyzyjnych szacunkach dotyczących śmiertelności, ponieważ są one bezwartościowe.

Francuska profesor epidemiologii Dominique Costagliola fot. Christophe Archambault

– Należy pamiętać, że całkowita liczba zgonów z powodu Covid-19 nie jest nam znana. Tak więc wykorzystywanie szacunkowej liczby zakażonych podanych przez WHO i obliczanie na jej podstawie śmiertelności nie jest dobrą metodą – mówi Sibylle Stoecklin-Bernard.

–  Wiemy na pewno, że dane te są znacznie zaniżone. Na tą chwilę jest o wiele za wcześnie na jakiekolwiek szacunki – mówi Frédéric Altare, dyrektor ds. badań w firmie Inserm.

Czy nie należy się bać koronawirusa?

Stoecklin-Bernard: – Covid-19 ma znacznie wyższy wskaźnik śmiertelności niż sezonowa grypa.

Tłumaczy, że nie można w tej chwili porównywać grypy z koronawirusem, ponieważ ten ostatni przyczynił się do powstania nowych środków ostrożności takich jak izolacja, noszenie maseczek, mycie rąk czy zachowywanie dystansu, które znacznie ograniczają jej rozprzestrzenianie się.

W sezonie grypowym 2019/2020 w przeciągu dziesięciu miesięcy (od 1 września do 15 lipca) w Polsce odnotowano 65 zgonów z powodu grypy. Natomiast od początku trwania epidemii koronawirusa Sars-Cov-2, czyli od marca 2020 r. w przeciągu siedmiu miesięcy odnotowano w Polsce łącznie aż 3440 zgony.

Biorąc pod uwagę szacunki ekspertów, że w Polsce koronawirusem mogło być zakażonych nawet 1 mln osób, to wciąż wskaźnik śmiertelności w Polsce będzie większy niż z powodu grypy.

Również teoria, że Covid-19 jest mniej dotkliwy niż grypa jest niezgodna z prawdą. Sibylle Bernard-Stoecklin: – Oczywiście nie można bagatelizować grypy, ponieważ ta również może być poważna, ale porównywanie wirusa Covid-19, który wywołał pandemię na świecie z sezonową grypą nie ma większego sensu.

Amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC) wyjaśnia, że istnieją pewne kluczowe różnice między grypą a Covid-19. Ten ostatni „wydaje się rozprzestrzeniać łatwiej niż grypa i u niektórych osób powoduje poważniejsze objawy”. Inną ważną różnicą jest to, że wciąż nie ma szczepionki na Covid-19 i jak na razie jedynym i najlepszym sposobem zapobiegania zakażeniu jest unikanie kontaktów z osobami zakażonymi.

Pielęgniarka szczepi pacjenta na sezonową grypę fot. Ludovic Marin

Frédéric Altare z Inserm podkreśla, że koronawirus powoduje u niektórych osób ostre infekcje dróg oddechowych. – Zatem choroba jest znacznie poważniejsza niż grypa – tłumaczy.

Sibylle Bernard-Stoecklin dodaje, że wirus grypy jest znacznie mniej zaraźliwy. – Poza tym istnieje na niego szczepionka – mówi i dodaje, że Covid-19 powoduje znacznie większą przedwczesną śmiertelność niż grypa sezonowa.

–  Powrót do zdrowia po pobycie na intensywnej terapii trwa miesiącami. Skutki uboczne tej ostrej choroby u dużej grupy osób utrzymują się bardzo długo – zauważa Dominique Costagliola.

Z powodu tempa, w którym przybywa zakażonych na Covid-19, przeciążone są szpitale i ubywa łóżek dla wszystkich chorych, również dla tych, którzy leczą się na choroby niezwiązane z koronawirusem.

Podsumowując, obliczenie wskaźnika śmiertelności (IFR) nie jest miarodajne, ponieważ podawane liczby zakażonych są nieprecyzyjne, a liczba zgonów niedoszacowana.

Śmiertelność (IFR) z powodu Covid-19 w tej chwili wynosi 0,6 proc i znacznie przewyższa tę z powodu grypy. Oprócz tego wiele innych przesłanek pozwala jednoznacznie stwierdzić, że koronawirus jest o wiele bardziej niebezpieczny niż sezonowa grypa.

Tłumaczenie:
Natalia Sawka
KORONAWIRUS