Nie jest prawdą, że doszło do ofiar śmiertelnych we wrześniowych protestach anty-covidowych w Melbourne, w Australii.

Copyright © AFP 2017-2021. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Setki udostępnień miało na Facebooku zdjęcie zakrwawionego mężczyzny. Wielu użytkowników uwierzyło, że jest martwy i jak informują publikacje, jest ofiarą brutalnie stłumionych protestów anty-covidowych w Australii. To nieprawda. Kyle Mitchell żyje i ma się dobrze. Przekazał AFP, że w dniu protestu był pijany i został pobity przez sprzedawcę ze sklepu, u którego kupował napoje bo miał problem z kartą płatniczą. Dementi przekazała nam również policja w Melbourne.

„To był Kyle ... BYŁ, bo nie przeżył tego, ale w pamięci bliskich jest BOHATEREM” – napisała 25 września polska użytkowniczka Facebooka. Do posta dołączyła zdjęcie zakrwawionego mężczyzny, leżącego na ziemi. Wydaje się być martwy.

Zrzut ekranu z posta na Facebooku ze zdjęciem zakrwawionego mężczyzny, rzekomej ofiary śmiertelnej protestu w Melbourne, w Australii ( AFP 19/10/2021 r. / )

Post zyskał 1,6 tys udostępnień. Oburzeni losem mężczyzny internauci pisali „Masakra”. Inni przekazywali kondolencje dla rodziny: „Współczuję rodzinie. Chcą tam pewno zrobić z kontynentu jeden wielki obóz. Najgorzej, że nie ma jak uciekać” – , napisał użytkownik w dyskusji pod postem. „Jak można strzelać do bezbronnych ludzi tak po prostu (...) czy te pały faktycznie sumienia nie posiadaj” – dodał ktoś inny. Niektórzy prognozowali, że w Polsce dochodzić będzie do takich samych tragedii: „Do nas też będą strzelać, jeśli nie powstrzymamy tego szaleństwa” – napisał ktoś.

Jak zwykle wyszukaliśmy zdjęcie przy pomocy popularnych wyszukiwarek, które oferują możliwość odwrotnego wyszukiwania obrazem. Fotografia była publikowana m.in. po włosku na rosyjskim serwisie społecznościowym WKontakcie. Wyszukiwanie naprowadziło nas również do krótkiego film z wizerunkiem tego samego mężczyzny na Twitterze (1, 2) i na Facebooku po fińsku, gdzie wymienione zostało imię i nazwisko mężczyzny.

Odsłuchując krótkie nagranie można je usłyszeć: „Mam na imię Kyle, mam rozbitą czaszkę. Nazywam się Kyle Mitchell” – mówi.

Szukając w wyszukiwarkach według słów „Kyle Mitchell” natrafiliśmy na nekrologii opublikowane po jego rzekomej śmierci.„Niech Nasz Pan Jezus Chrystus ma litość dla Kyliego Mitchella, który zginął w ostatnich protestach w Melbourne ” – czytamy na stronie Gloria.tv, znanej nam z wielu fałszywych treści które zweryfikowaliśmy w ostatnich miesiącach ( 1, 2, 3).

Na stronie o życiu gwiazd Starsunfold widnieje podobna informacja: „Kyle Mitchell został zastrzelony podczas protestu w Victorii po przypadkowej strzelaninie w tłumie” – czytamy.

Jak było naprawdę?

21 września miały miejsce antycovidowe protesty w Melbourne, drugim mieście Australii. Wywołała je zapowiedź rządu stanu Wiktorii obowiązku szczepień przeciwko Covid-19 dla pracowników sektora budowlanego chcących powrócić do pracy. Protestujący ruszyli na siedzibę Unii budowlanej w Melbourne. Dotarli do pomnika ofiar I wojny światowej „Shrine of Remembrance” . Policja użyła środków przymusu bezpośredniego, m.in.kul pieprzowych, pocisków gumowych, gazów dławiących i granatów kulkowych. Media donosiły że w trakcie starć rannych zostało kilku funkcjonariuszy policji i jeden dziennikarz. Nie pisały o ofiarach śmiertelnych. Gdyby były, zapewne by je odnotowały. Nie wszystkie relacje publikowane w internecie okazały się prawdziwe, między innymi zdjęcia rannych od kul gumowych, co opisaliśmy w naszym artykule kilka tygodni temu.

Zapytaliśmy policję o śmierć Kyliego Mitchella w Melbourne. „Nie odnotowaliśmy żadnego takiego zdarzenia ” – przekazał AFP w mailu 19 października pracownik biura prasowego policji stolicy stanu Victoria.

Odnaleźliśmy samego Mitchella na Facebooku. Porównując zdjęcia z różnych kont, z kont jego rodziny, doszliśmy do wniosku, że ma on jedno stare konto jako Kyle Sam Mitchell, i drugie na którym jest bardzo aktywny, jako Avatar Ell-Mitch. Pod datą 22 września napisał post informujący, że „żyje" i ma się „dobrze", i że na głowie założno mu „kilka szwów". Dziękował też za troskę. Post edytował, ale jego zdjęcie na którym pokazuje założone po pobiciu szwy na głowie nadal krąży w mediach społecznościowych. Poniżej je publikujemy.

Zrzut ekranu z Facebooka ze zdjęciem na którym Kyle Mietchell pokazuje założone po pobiciu szwy na głowie ( AFP 19.10.2021r / )

Zaatakował mnie sprzedawca. Byłem pijany

Zapytaliśmy go czy rozpoznaje siebie na zdjęciu i na nagraniu dołączonych do omawianych przez nas publikacji. Tego samego dnia, 19 października, odpisał z humorem: „Mam nadzieję, że cieszycie się z tego, że żyję. haha.”. Ponieżej zrzut ekranu z czatu z nim.

Zrzut ekranu z Messengera z czatu w którym Kely Mitchell opisuje zdarzenie z 21 września w Melbourne ( AFP 19.10.2021 r / )

– Tak, nazywam się Kyle Mitchell Yeah, Byłem pijany, próbowałem kupić 4 puszki napoju Bourbon. Byłem pijany, nie zauważyłem, że transakcja nie przeszła, co spowodowało bójkę między mną a sprzedawcą w sklepie. Napadł na mnie i spowodował, że trafiłem do szpitala. Tak naprawdę nie pamiętam tego zdarzenia, jedyne co wiem to to, co widziałem w dokumentach sądowych. – napisał do dziennikarki AFP.

Kyle Mitchell, jest młodym cieślą. „Nie jestem anty-szczepionkowcem. Jestem za możliwością wyboru” jak nam wyjaśnił. Można go posłuchać na nagraniu opublikowanym na YouTubie. Rozmowę z nim zarejetrowano nim pobił się ze sprzedawcą ze sklepu.

Historię wiralnego zdjęcia i nagrania a także jego fałszewego uśmiercenia Mitchella opisały Daily Mail i USMail24 .

Wniosek: Mężczyzna pokazywany na zdjęciu i nagraniu udostępnianych w sieci jako śmiertelna ofiara protestów anty-covidowych w Australii, żyje i miewa się dobrze. Nie jest też prawdą, że Kyle Mitchell został ranny od gumowych kul policji. Jak nam przekazał, w dniu protestu był pijany. Został pobity przez sprzedawcę sklepu gdzie kupował napoje gdyż miał problem z płatnością. Swoje dementi przekazała nam również policja w Melbourne.

4 listopada 2021 Zmieniliśmy pierwsze zdjęcie zgodnie z uwagami redakcji dotyczącymi drastycznego charakteru prezentowanego zdjęcia
COVID-19