Zwolennicy Donalda Trumpa demonstrują w Phenix, w stanie Arizona 7 listopada 2020 r po jego przegranej w wyborach. (AFP / Olivier Touron)

Służby Trumpa nie oznaczyły znakami wodnymi kart do głosowania

Copyright © AFP 2017-2020. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Tysiące udostępnień na świecie mają posty mówiące o znakach wodnych na amerykańskich kartach do głosowania. Miały być naniesione po to, by po wyborach można było odróżnić prawdziwe karty od sfałszowanych. Żołnierze Gwardii Narodowej aresztują już winnych tych fałszerstw, czytamy w postach krążących również wśród polskojęzycznych użytkowników Facebooka. Amerykański Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) zdementował te pogłoski, których autorem jest Steve Pieczenik, współautor książek kryminalno-sensacyjnych.

Informacje o rzekomej tajnej operacji Trumpa pojawiły się w transmitowanym w internecie programie Alexa Jonesa, charyzmatycznego amerykańskiego propagatora teorii spiskowych. Emerytowany urzędnik państwowy Steve Pieczenik powiedział w InfoWars 5 listopada, że Trump przed wyborami zastawił sprytną „pułapkę” na Demokratów. 

W ramach specjalnej operacji miały zostać wydrukowane miliony kart do głosowania z tajnym znakiem wodnym, tak aby wszystkie „sfałszowane” przez Demokratów karty mogły być łatwo wykryte po wyborach. Znakiem rozpoznawczym miał być właśnie znak wodny, a raczej jego brak mający wskazywać czy karta jest prawdziwa czy fałszywa. 

Teoria znakowanych kart do głosowania krążyła po angielsku na Facebooku tu i na Instagramie tu i po czesku tu. Mowa jest, w zależności od wersji, o znakowaniu kart „znakiem wodnym”, lub „specjalnym izotopem”.  

„Nie wiem czy to prawda, ale podobno wszystkie oficjalne karty do głosowania zostały zabezpieczone izotopem w technologii Blockchain. Jest to pewnego rodzaju znak wodny niewykrywalny ludzkim okiem. Dopiero użycie odpowiednich urządzeń umożliwia sprawdzenie - specjalnym skanerem - tego znaku” - czytamy w poście, który pojawił się 8 listopada.

„Dzieje się grubo. W USA rozpoczęły się już aresztowania ludzi, którzy oszukiwali przy wyborach. Trump zastosował ciekawy trick z oznakowaniem kart wyborczych przy pomocy specjalnego izotopu niepromieniotwórczego, aby można było odróżnić karty prawdziwe od fałszywych” - czytamy w innym poście, również z 8 listopada.

Zrzut ekranu z Facebooka z 13 listopada 2020 r.

„Poza tym wszystkie karty były trackowane przy pomocy technologii QFS-Blockchain, dzięki czemu wiadomo gdzie każda pojedyńcza karta powinna być. Ludzie z ciemnej strony mocy wyprodukowali ogromną ilość fałszywych kart, które teraz będą stanowić dowody fałszerstwa. Od dwóch dni 20 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej zostało wysłanych do wsparcia kontroli liczenia głosów i aresztowania winnych fałszerstwa. O tym wszystkim mówi Steve Pieczenik, który pracował na różnych stanowiskach przy czterech wcześniejszych prezydentach.
Jest to tzw. Sting Operation, największa tego rodzaju operacja aresztowań w historii USA. To się dzieje TERAZ i przez następnych kilka dni” - czytamy w poście.

Do posta dołączono link do wywiadu, z polskim napisami, w którym mężczyzna w koszuli w kwiaty opowiada o tajnej operacji prezydenta Trumpa. Post był dalej udostępniany tu i tu i tu. Wsród polskich użytkowników Facebooka zyskał blisko tysiąc udostepnień.

Tajna operacja miała nosić nazwę „Operation Death Blossom” („Operacja Martwy Kwiat”). Poniżej rzekomy znak, który pojawił się jako ilustracja znaku podczas wywiadu z Pieczenikiem na InfoWars.

Zrzut ekranu z BitChute z 13 listopada 2020 r.

W wywiadzie Pieczenik mówi, że „20 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej, a może więcej, zostało wysłanych do dwunastu stanów by mieć nadzór nad liczeniem głosów”. Stwierdza, że „już przeprowadzane są masowe aresztowania odpowiedzialnych za fałszerstwa”. 

„To nie wojna domowa” mówi, „to pułapka zastawiona dla członków rodziny Bidena i Demokratów”. „Ludzie zostaną aresztowani dziś w nocy, jutro, a to zajmie sporo czasu”. Jednak do tej pory nie dokonano żadnych aresztowań i nikt o nich nie słyszał. 

Karty miały zostać wyprodukowane przy użyciu „technologii QFS-Blockchain” twierdzi Pieczenik. Blockchain, inaczej łańcuch bloków, jest to nowoczesna technologia, która służy do przechowywania oraz przesyłania informacji o transakcjach zawartych w Internecie. Dodany skrót „QFS” pochodzi od Quantum Financial System, spiskowej teorii związanej z ruchem konspiracyjnym QAnon”. 

Według niego, światem rządzi elitarna grupa pedofilów (do której należy małżeństwo Clintonów) handlująca dziećmi, natomiast prezydent Trump ma tajny plan by ją zniszczyć. Litera Q jest znakiem rozpoznawczym ruchu, powstałego w Stanach Zjednoczonych w 2017 r. Wziął on swój początek od użytkownika o pseudonimie „Q”, który opublikował post na witrynie 4chan, gdzie opisał spiskową teorię. Przestrzegał przed działaniami mającymi odsunąć Trumpa od władzy.

Stąd też wielu zwolenników Trumpa to jednocześnie wyznawcy teorii „QAnon”. Głosząca tę teorię kandydatka partii Republikańskiej ze stanu Georgia weszła w listopadowych wyborach do Kongresu.

Konstytucja o wyborach

Co mówi konstytucja Stanów Zjednoczonych w sprawie organizacji wyborów? Kontrola federalnych wyborów spoczywa na poszczególnych stanach, a nie na instytucjach federalnych, czy też na samym prezydencie.

Art. I ust. 4 stanowi: „data, miejsce i sposób przeprowadzenia wyborów do Senatu i Izby Reprezentantów są określone w ustawodawstwie każdego stanu”, z zastrzeżeniem jednak, że Kongres może je zmienić. 

Do pogłosek odniosła się na swojej stronie Agencja ds. Cyberbezpieczeństwa i Infrastruktury w Departamencie Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych.

„Pogłoski: DHS lub CISA wydrukowały karty do głosowania z zabezpieczeniami i przeprowadzają kontrolę wyborów w związku z fałszerstwami wyborczymi”. 

„Prawda: Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) i Agencja ds. Bezpieczeństwa Cybernetycznego i Infrastruktury (CISA) nie opracowują, ani nie kontrolują kart do głosowania. Czynności te należą do urzędników stanowych i lokalnych odpowiedzialnych za wybory” - czytamy na stronie.

I dalej: „lokalne biura wyborcze dysponują odpowiednimi zabezpieczeniami oraz metodami wykrywania fałszerstw, które sprawiają, że oszustwa polegające na podrobieniu kart są wysoce niemożliwe”.

Dyrektor CISA, Chris Krebs, napisał na Twitterze 6 listopada, że „CISA nie drukuje, ani nie kontroluje liczenia głosów”. Gwarantujemy @cyber pomoc dla urzędników państwowych i lokalnych. Nie dajcie się nabrać na próby szerzenia zamieszania i podważania zaufania do wyborów”.

Rzecznik prasowy Biura Gwardii Narodowej Wayne Hall również odniósł się do pogłosek mówiąc, że nie ma w nich ziarna prawdy:

 - Wybory są zarządzane na szczeblu stanowym, a nie federalnym - powiedział w rozmowie telefonicznej z AFP.

W ubiegłą sobotę 7 listopada główne media w Stanach Zjednoczonych ogłosiły, że w wyborach prezydenckich wygrał kandydat Demokratów Joe Biden. Zdobył on 290 z 538 głosów elektorskich, a jego rywal prezydent Trump zyskał ich 217. Wielu światowych przywódców pogratulowało Bidenowi zwycięstwa. Inni m.in prezydent Wladimir Putin, czy premier Viktor Orban wstrzymali się gratulacjami. Sam Trump twierdzi, nie przedstawiając dowodów, że to on faktycznie wygrał, a wybory zostały mu nielegalnie skradzione.

Administracja Trumpa złożyła pozwy lub zagroziła kilkoma procesami sądowymi w związku z rzekomymi nieprawidłowościami, z których żadna nie została wykazana.

Kim jest Pieczenik

Razem z pisarzem Tomem Clancym stworzył kilka książek kryminalno- sensacyjnych m. in. Linia kontroli wydaną w Polsce.
Na stronie na Facebooku pisze o sobie, że jest psychiatrą (po studiach na Harvardzie i Cornell University), ekspertem od stosunków międzynarodowych i byłym urzędnikiem państwowym w amerykańskim Departamencie Stanu m.in w czasach sekretarza stanu Henry Kissingera. 
 

This fact check is available at IFCN’s 2020 US Elections FactChat #Chatbot on WhatsApp. Click here for more.
AMERYKAŃSKIE WYBORY